Płatki Śniegu drogą do debiutu.

Mój debiut literacki w postaci powieści: PŁATKI ŚNIEGU tak naprawdę był niewinnym przypadkiem, który sprawił mi wiele radości.

Nie ukrywam, że od dziecka piszę rozmaite teksty, a większość z nich ląduje w szufladzie.

Za dziecka pisałam wiele wierszy, które ukazywały się w gazetkach szkolnych, a w domowym zaciszu skrobałam długopisem w grubym zeszycie, tworząc romanse. Najbardziej pamiętam obszerną historię, jaką pisałam, do której bardzo się przywiązałam: historię nieszczęśliwego młodego łyżwiarza i prostej dziewczyny ze wsi. Dwa odmienne światy i dwa różne charaktery: woda i ogień. Muszę Was zmartwić, koniec nie był szczęśliwy. Niestety zeszyt przepadł w odmętach remontu i porzuciłam pisanie na jakiś czas. Nie było to dla mnie tragedią, ponieważ moją prawdziwą pasją w tamtych czasach był rysunek. Dokładniej byłam portrecistką, skrobałam ołówkami na papierze do szkicu i tak dorabiałam na boku aż do ukończenia licencjatu z politologii. Na magisterce musiałam zacząć zarabiać na czynsz i porzuciłam rysunek na rzecz typowej, biurowej pracy oraz zleceń na zdjęcia (do dzisiaj pracuję jako wolny strzelec – fotograf).

Dokąd zmierzam? Do mojego debiutu.

Na kilka tygodni przed własnym ślubem (uf… nie musiałam robić nikomu zdjęć) miałam sen, a muszę przyznać, że śnię co noc. Śnię długo i jest to czasem wyczerpujące, ponieważ rano czuję, jakbym w ogóle nie spała.

Przyśniła mi się ogromna kolorowa papuga, jej widmo pojawiało się i znikało. Przyśnił mi się deszcz, który w dotyku nie był wodą oraz ulica Kościuszki w moim mieście. Otoczenie drogi wyglądało jak po apokalipsie: droga była pęknięta wzdłuż, a budynki osaczały zielone pnącza, powietrze gęste i gorące. Cisza ogarniająca umysł był przerażająca, na skórze jeżyły się włoski. Ze strachu. Stałam na środku jezdni i widziałam trzepoczącą skrzydłami papugę, poruszała się w zwolnionym tempie. Wisiała w powietrzu, a jej skrzydła sprawiły, że znieruchomiałam jak słup soli, wlepiając swoje ślepia w niewiarygodne widmo. Mrugnęłam kilka razy oczyma, po czym zjawa zniknęła.

To był pierwszy sen. Obudziłam się zszokowana, spojrzałam przez okno, było ciemno i cicho. Przytknęłam poduszkę do ucha i zasnęłam ponowie na drugim boku. Nadszedł drugi sen. Ten z kolei był tak wyraźny, że zbudziłam się i musiałam zapisać wyśnione sceny. Czułam, że muszę to zrobić. Mój biedny mąż musiał słuchać całego bełkotliwego opowiadania, sama nie nadążałam za własnymi słowami. Spryciarz nagrał moje wypociny, a ja z samego rana zabrałam się do tworzenia fabuły. W zasadzie nie musiałam tworzyć, miałam ją w głowie.

Tak powstały PŁATKI ŚNIEGU. Thriller z nutą sci-fi gdzie główną bohaterką jest samotna kobieta imieniem Elia. Miałam jeden cel, napisać książkę tak, aby czytelnik wcielił się w postać bohaterki, aby przeniósł się w jej świat i czół na skórze to, co ona, nawet jeśli jest to ból.

Czytaliście już książkę?

Podzielcie się wrażeniami w komentarzu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *